Wszędzie jest tak samo cz. 1

Autor tekstu i zdjęć: Martyna Radomska

 

Kiedy przyjeżdżasz do Azji czujesz się jak młody bóg. Podziwia Cię każdy – ukradkiem, a co bardziej odważni robią zdjęcie. Kupujesz wszystko, bo przecież tak tanio; a kiedy ktoś zapyta Cię o plany podboju świata odpowiadasz „daj mi 5 minut”.

Azja to ten egzotyczny kontynent, który zawsze w jakiś sposób nas fascynował. Daleko, ciepło, (tym, że pada mało kto by się przejmował). Kiedy myślimy o Azji oczom wyobraźni ukazuje się Budda, kamienne świątynie na górach, bambusowe chatki i palmy.
Ustalmy coś: tak może wyglądać Azja, jeżeli jedziesz na szybką wycieczkę z biurem podróży czy nawet backpackerską a Twój grafik zwiedzania jest wypchany do granic możliwości.

Kiedy jedziesz ze świadomością, że masz przed sobą rok, a może i dłużej sprawa ma się zupełnie inaczej…
Miałam tę przyjemność poznać wspaniałą osobę – Kasię. Poznałyśmy się na dniu otwartym na uczelni, a po tygodniu zostałyśmy dobrymi koleżankami. Pierwszy rok bardzo nas zbliżył i kiedy nasza relacja była coraz bliższa, Ona oznajmiła, że wyjeżdża do Indonezji. Cieszyłam się z jej decyzji, a z drugiej strony ciągle pytałam „nie boisz się?”. Pół roku później, kiedy razem z naszą inną koleżanką oglądałyśmy przepiękne fotografie Kasi z różnych zakątków Azji – Indonezja, Kambodża, Tajlandia – usłyszałam nagle „a może my też spróbujemy?” „Czemu nie” pomyślałam, a tydzień później miałam gotowy komplet dokumentów na projekt Darmasiswa. W tym czasie telefon na linii Polska – Indonezja był rozgrzany bardziej niż azjatyckie słońce. Jak to zrobić? Co powiedzieć na rozmowie w ambasadzie? Na co się przygotować?

W kwietniu, po dwóch miesiącach obsuwy, dostałam mejla z Ambasady Republiki Indonezji z gratulacjami dostania się na program. Chwyciłam za telefon, zadzwoniłam do Taty i oznajmiłam „Za cztery miesiące wyjeżdżam na rok do Indonezji”. W słuchawce cisza. Tata przyswajał te informacje dwa dni. W międzyczasie próbował zmienić moją decyzję na „może wolisz do Stanów”, ale kiedy zobaczył, że to nic nie da po prostu powiedział „Okej, taka szansa zdarza się raz w życiu, jedź”. Zadzwoniłam do Kasi, a ona już zaczęła mi opowiadać o tych wszystkich miejscach, które zobaczymy i co będziemy robić.

26 sierpnia przyjechałam na lotnisko w Warszawie, obładowana jak przysłowiowy słoń, a to i tak było za mało rzeczy (w końcu spakować życie w walizkę nie należy do najprostszych wyzwań), wyjęłam paszport, w którym naklejka z indonezyjską wizą jeszcze pobłyskiwała nowością, podeszłam do odprawy i godzinę później siedziałam już w samolocie. Na trasie Warszawa – Moskwa jeszcze do mnie nie dochodziło co się dzieje. Na trasie Moskwa – Bangkok nie mogłam spać. Niebo ponad chmurami zmieniało kolor co godzinę, a mały ekranik na siedzeniu przede mną pokazywał przemieszczającą się kropkę. O 8 rano czasu lokalnego wysiadłam w Bangkoku. Uderzyła mnie fala gorącego, stojącego od wielu dni powietrza. Mam 12 godzin i umówione spotkanie z koleżankami, które od 2 miesięcy podróżowały po Azji. Taksówka na paragon, a w głowie wszystkie te przestrogi „nie daj się oszukać”.

koniec części pierwszej.