Dziękuję Australio!

PIOSENKA TYGODNIA

Men at Work z piosenką Down Under to jedyny słuszny wybór na zakończenie tej przygody!

Tekst: Alicja Krawczun-Rygmaczewska

Od mojego przyjazdu do Australii minął prawie rok. Przyleciałam do Melbourne 15 lipca z jedną dużą walizką i cieniutką kurtką. Od tego czasu odkryłam nowy świat oraz nową siebie. To, że podróże kształcą wiedziałam od zawsze – ot taka oczywistość. Jedno czego się nie spodziewałam to, że zmieni się nie tylko moja perspektywa na świat, ale też Ja jako osoba. Przez ostatni rok dowiedziałam się wielu nowych rzeczy: że 600km to nie taka daleka podróż, słońce nie wszędzie grzeje tak samo a te same owoce mogą smakować zupełnie inaczej. Nauczyłam się odprężyć w odpowiednich momentach, sprawnego działania pod presją i załatwiania bardzo wielu „niemożliwych” spraw odpowiednim uśmiechem.

Wciąż za czymś gonię

Poznałam nowych przyjaciół. Koleżanki ze studiów, bez których zwiedzanie nie byłoby tak interesujące i wesołe. Rodzinę, która przeniosła się do Australii lata temu i poznałam ich dopiero teraz. Znajomych z pracy, z którymi mam nadzieję zobaczymy się jeszcze gdzieś na świecie. Przyjaciół, przyjaciół rodziców, którzy przyjęli mnie z otwartymi ramionami w Melbourne, i których pokochałam całym sercem. Paradoksalnie, będąc tak dużą częścią mojego życia na antypodach, nie znaleźli się w żadnych z moich dotychczasowych tekstów, być może dlatego, że nie jestem w stanie opisać jak bardzo jestem im wdzięczna.
Wzmocniłam również stare przyjaźnie. Z ulgą przekonałam się, że podróżując z moimi przyjaciółmi przez 2 tygodnie w rozgrzanej puszce na kółkach nie pozabijamy się z zimną krwią. Że pomimo problemów i niepowodzeń będziemy pamiętać głównie te dobre chwile a Australia nie tylko będzie nas łączyć na zawsze, ale również obudzi w nas potrzebę kolejnych podróży. Na dodatek wszystkiego, prowadzenie małego autobusu po „złej” stronie jezdni mogę z dumą dodać do listy moich umiejętności.

Zaklinacz kangurowatych to kolejny ciekawy talent

Australijski tryb życia nie sprawił, że chodzę wolniej tak jak się spodziewałam. Przemieszczam się wciąż żwawym krokiem, jednak już nie nerwowo, ale z większą pewnością siebie. Nauczyłam się wiedzieć dokładnie czego chcę i co mogę osiągnąć. Odkryłam, że mała porażka akademicka to nie koniec świata i że prawie każdą sytuację da się na chłodno naprawić. Pracując na pół etatu nauczyłam się prowadzenia swobodnej rozmowy z obcymi – z klientami, w końcu wszyscy przecież jesteśmy ludźmi. Znalazłam spokój w zgiełku lokalnego rynku i spróbowałam owoców, które smakują słońcem. Stałam się wprawionym kierowcą, znajdując tak długo wyczekiwaną przyjemność w pędzeniu przed siebie. Poznałam niezależność finansową, zasmakowałam wolności i spokoju ducha jak i stresów i zmartwień odpowiedzialności za własne fundusze. W końcu przestałam być dzieckiem i stałam się dorosła.

Wehikuł tajemnic

Poznałam nową kulturę, ciemną stronę historii – tak całkiem niedawnej, oraz moc przebaczenia. Australia ma jeszcze wiele problemów do rozwiązania, od lat jednak niezmiernie dążą w tym kierunku. Jedyne czego żałuję to, że nie udało mi się bardziej zgłębić kultury Aborygeńskej. To najstarsza znana kultura na świecie i ma bardzo wiele do zaoferowania. Może następnym razem się uda.
Odkryłam przyjemnie sprzeczne emocje. Gorzko słodką tęsknotę za tym co drogie i znajome połączoną z oczekiwaniem nowej przygody. Radość z powrotów zmieszaną ze smutkiem rozstania. Uzmysłowiłam sobie ogromną wartość Domu, miejsca, do którego można przywieźć opowieści i doświadczenia, podzielić się radością i smutkami, spokojnie pójść spać. Dowiedziałam się, że im bardziej chcę podróżować i odkrywać nieznane, tym bardziej chcę też mieć do czego wracać.
Będę tęsknić za moją Australią, za ludźmi, za przyrodą, za jej odświeżającą innością. Wiem, że zawsze będę miała w niej chociaż odrobinę Domu za co z całego serca jestem ogromnie wdzięczna. Dziękuję Australio! Wiem, że będę wracać i to nie raz. Na razie zasłużyłam na odpoczynek. Pisząc ten tekst w samolocie marzę tylko o wielkiej porcji czereśni i jagód – w Australii nie mieli takich naszych. Następną przygodą będzie trzeci rok studiów, chociaż kto wie, może uda się ukraść jakiś weekend na przygodę w Szkocji? To wszystko jest jeszcze w przyszłości. Na razie, wracam do domu.

Do zobaczenia!

A.